Wojciech Brzoskwinia - LEGENDA RUNMAGEDDON
Od pierwszego startu Wojciecha Brzoskwini minęło już wiele lat, ale jedno pozostało niezmienne - ekscytacja, która pojawia się tuż przed sygnałem do startu. Przez ten czas były zwycięstwa, porażki, powroty po najtrudniejszych momentach i setki godzin spędzonych na trasach oraz treningach. Dziś jest nie tylko doświadczonym zawodnikiem, ale również trenerem, który pomaga innym uwierzyć, że granice są znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać.
A choć wciąż kocha rywalizację, największą motywację daje mu dziś ktoś, kto zawsze czeka na niego na mecie - jego córka, najwierniejsza kibicka, z którą dzieli pasję do pokonywania przeszkód i radość z każdego kolejnego wyzwania.
Zapraszamy do rozmowy o pasji, rodzinie, rywalizacji i o tym, dlaczego po tylu latach wciąż chce wracać na Runmageddon.
1. Kim jesteś poza Runmageddonem? Jak wygląda Twoje życie na co dzień i co jest dla Ciebie najważniejsze?
Poza Runmageddonem pracuję jako montażysta stolarki okiennej, drzwiowej i wszystkiego, co jest z tym związane. Po pracy przede wszystkim skupiam się na życiu rodzinnym i spędzaniu czasu z najbliższymi.
2. Jak zaczęła się Twoja przygoda z Runmageddonem? Pamiętasz moment, w którym pomyślałeś: „To jest coś dla mnie”?
Moja przygoda z Runmageddonem zaczęła się w Gdyni w 2015 roku, jeszcze w erze biegu Open. Już wtedy wiedziałem, że to jest coś dla mnie. Wcześniej dwa razy wystartowałem w podobnych biegach, a na Runmageddon natknąłem się przypadkiem w internecie.
Po dobrym występie - zająłem wtedy bodaj szóste miejsce - dołączyłem do Husarii i od tego momentu zaczęła się już przygoda na poważnie.
3. Po tylu latach i tylu startach - co sprawia, że wciąż wracasz na linię startu?
Najbardziej motywuje mnie możliwość rywalizacji z najlepszymi oraz adrenalina, która towarzyszy każdemu startowi. Przez te wszystkie lata udaje mi się utrzymywać wysoki poziom, co daje mi ogromną satysfakcję.
Bardzo odpowiada mi również sam format biegu - na każdym dystansie mogę sprawdzać swój charakter i przekraczać własne granice.
4. Który moment z całej swojej historii z Runmageddonem wspominasz najczęściej i dlaczego właśnie ten?
Takich momentów jest wiele. Ogromnie cieszyło mnie pierwsze podium w Myślenicach w 2016 roku na dystansie Rekrut. Rok później odniosłem swoje pierwsze zwycięstwo w Runmageddonie na dystansie Ultra i to również było wyjątkowe przeżycie.
Bardzo dobrze wspominam także start na Ultra w ubiegłym roku, kiedy wracałem do rywalizacji po rocznej przerwie spowodowanej zapaleniem mięśnia sercowego.
5. 42 kilometry w górach, ekstremalne przeszkody i walka z własnymi słabościami - co start w formule Ultra pokazał Ci o Tobie samym?
Przede wszystkim wytrzymałości. Z każdym kolejnym startem byłem coraz lepiej przygotowany do wielogodzinnego wysiłku.
Ultra pokazuje, że granice człowieka są znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać. Nawet gdy organizm jest bardzo zmęczony i wydaje się, że nie ma już sił, człowiek nadal potrafi iść do przodu i się nie zatrzymywać.
6. Jaką najważniejszą lekcję wyniosłeś z pokonywania przeszkód - zarówno tych na trasie, jak i tych w codziennym życiu?
Przeszkody są po to, żeby je pokonywać - nie są blokadą. Jeśli czegoś nie potrafisz zrobić, to trenujesz, aż w końcu się uda. Zamiast się załamywać, trzeba szukać rozwiązania.
Oczywiście zdarzało się, że przeszkody mnie zatrzymywały, ale zawsze wracałem silniejszy. Przez te wszystkie lata same przeszkody również ewoluowały i trzeba było się do nich dostosowywać. W życiu jest dokładnie tak samo.
7. Runmageddon to nie tylko przeszkody, ale przede wszystkim ludzie. Co dla Ciebie oznacza ta społeczność?
Runmageddon to przede wszystkim ludzie i atmosfera, którą wspólnie tworzą. Na zawodach nie skupiam się wyłącznie na rywalizacji - równie ważny jest dla mnie doping i wspieranie innych.
Nigdy nie przechodzę przez miasteczko zawodów, nie zatrzymując się choć na chwilę, żeby porozmawiać z kilkoma osobami.
8. Czy jest ktoś, kogo poznałeś dzięki Runmageddonowi i kto szczególnie zapisał się w Twojej historii?
Takich osób jest naprawdę wiele - od zawodników, przez osoby z biura Runmageddonu, aż po ludzi pracujących na trasie.
Jedną z takich szczególnych osób jest na pewno Mateusz Boryczka. Myślę, że w pewnym stopniu dzięki naszej wspólnej rywalizacji stał się jeszcze lepszym zawodnikiem.
9. Jakie emocje towarzyszą Ci dziś na starcie? Czy różnią się od tych z początku?
Na linii startu niezmiennie towarzyszą mi podekscytowanie i radość. W głowie zawsze brzmi „Thunderstruck”. To uczucie jest bardzo podobne do tego, które pamiętam z początku swojej przygody z Runmageddonem.
Dziś jednak mam świadomość, że na starcie i na mecie czeka na mnie moja największa kibicka - córka. To nadaje temu wszystkiemu zupełnie inny wymiar.
10. Co powiedziałbyś osobie, która marzy o starcie, ale wciąż boi się zrobić ten pierwszy krok?
Powiedziałbym, żeby się nie wahała. Najważniejsze to zrobić ten pierwszy krok i po prostu zapisać się na bieg. To będzie najlepszy bodziec do działania, a reszta przyjdzie z czasem.
11. Gdybyś miał opisać swoją przygodę z Runmageddonem jednym wspomnieniem lub obrazem, co by to było?
Trudno opisać tyle lat startów jednym wspomnieniem. To przede wszystkim emocje na linii startu, doping na trasie i setki przybitych piątek z innymi uczestnikami w miasteczku zawodów.
Do tego pasjonujące finisze, bolesne porażki i zwycięstwa, które razem stworzyły jedno wielkie wspomnienie. I co najważniejsze - ta historia wciąż trwa.
12. Dziś nie tylko startujesz w Runmageddonie, ale też pomagasz innym przygotować się do ich własnych wyzwań. Co daje Ci największą satysfakcję jako trener?
Największą satysfakcję daje mi obserwowanie, jak ktoś na moich oczach przełamuje swoje słabości i pokonuje własne bariery. Ogromnie cieszy mnie również to, gdy dzięki regularnym treningom osiąga coraz lepsze wyniki. Widać wtedy, że sprawia mu to prawdziwą radość, a to jest najlepsza motywacja do dalszej pracy.
Mam to szczęście, że mogę wspierać i trenować także swoją córkę. Z zawodów na zawody widzę, jak robi coraz większe postępy - przeszkody, które kiedyś były dla niej wyzwaniem, dziś pokonuje samodzielnie i z coraz większą pewnością siebie.
Obserwowanie jej rozwoju i radości z każdego kolejnego sukcesu daje mi ogromną satysfakcję i jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym.