Są takie momenty, kiedy łapiesz się na myśli: „a co, jeśli mogę więcej?”. Więcej spróbować, więcej przeżyć, więcej wyciągnąć z każdej sytuacji - nawet tej, która na pierwszy rzut oka wydaje się przeszkodą nie do przejścia. I właśnie w takich momentach pojawiają się ludzie, którzy nie tylko zadają sobie to pytanie, ale naprawdę zaczynają za nim iść.
Jakub Zawistowski jest jednym z nich. Legenda Runmageddon, ale przede wszystkim gość, który zamienił wyzwania w styl życia. Bez wielkich słów, za to z konsekwencją i autentycznością, które sprawiają, że chcesz ruszyć się z miejsca - jakkolwiek to dla Ciebie wygląda.
W tej rozmowie pokazujemy to, że każdy ma swoją drogę - czasem krętą, czasem wymagającą, ale zawsze wartą przejścia. I że najciekawsze rzeczy zaczynają się dokładnie tam, gdzie kończy się komfort.
Bo prawda jest taka: każdy ma swoje przeszkody. Nie każdy ma odwagę, żeby się z nimi zmierzyć.
A Kuba? On pokazuje, że można nie tylko je pokonywać, ale jeszcze czerpać z tego czystą radość.
Jeśli szukasz iskry, która przypomni Ci, że możesz więcej niż myślisz - jesteś w dobrym miejscu.
Jak wygląda Twoja „druga strona”, ta, której nie widać na Runmageddon? Kim jesteś na co dzień?
Przez ostatnie lata byłem głównie zawodnikiem i przygotowywałem się profesjonalnie do startów w sprinterskich biegach OCR i Ninja. Zawodowo jestem trenerem OCR (prowadziłem szkolenia na trenera Runmageddon, warsztaty przeszkodowe w całej Polsce, treningi grupowe, personalne i zawodników on-line). Poza tym wiele czasu spędzam na różnych podróżach, małych i dużych, z moją żoną Kasią, odkrywając nowe ciekawe miejsca. Prowadzę również media społecznościowe, na których zachęcam do aktywnego stylu życia.
Czy masz motto, którym kierujesz się w życiu?
"Szukaj rozwiązań, a nie problemów”. Bardzo mało przejmuję się rzeczami i jak tylko coś pójdzie nie po mojej myśli, to szukam od razu najlepszego rozwiązania i nie przejmuję się pierwszą nieudaną próbą. Sporo w takim nastawieniu pomogło mi pokonywanie przeszkód na Runmageddon, ponieważ tutaj bardzo często coś idzie inaczej niż zaplanowaliśmy i trzeba błyskawicznie reagować, naprawiać i nie poddawać się negatywnym emocjom, bo nic dobrego one nie wniosą. Tylko nas rozproszą i zmarnujemy energię. W życiu codziennym jest dokładnie tak samo.
Jak zmienił się człowiek, który stanął na starcie pierwszy raz, w porównaniu do tego, który dziś pomaga innym pokonywać przeszkody?
Niewiele. Może i mam większe doświadczenie, większą wiedzę na ten temat i kilka więcej medali, ale dalej mam tę samą pasję do pokonywania przeszkód, nadal uwielbiam wskoczyć na trasę i po prostu bawić się na tych przeszkodach i poznawać ludzi.
Co odkryłeś o sobie jako zawodnik, a co zupełnie innego jako sędzia stojący z boku trasy?
Jako zawodnik odkryłem to, że nie ma takiej przeszkody, której bym nie pokonał i że skakanie po tych konstrukcjach, przekraczanie kolejnych granic i szukanie swojego limitu sprawia mi ogromną satysfakcję. Czułem, że znalazłem swoją dyscyplinę w której mogę być naprawdę dobry.
Jako sędzia zobaczyłem, że kibicowanie, obserwowanie zawodników z boku, też jest mega emocjonujące i zobaczyłem, że bardziej się stresuję jako kibic o znajomych niż o siebie jako zawodnik.
Co sprawia, że nadal chce Ci się wracać na trasę?
Od zawsze to była moja pasja i uwielbiałem startować. Umiem też rozdzielić starty, w których jestem zawodnikiem i walczę o wynik od biegów gdzie wskakuję na trasę ze znajomymi i nic poza dobrą zabawą i super spędzonym czasem się nie liczy.
Masz swoją ulubioną przeszkodę - taką, na którą zawsze czekasz?
Chyba „ta jedyna” - czyli lina zawieszona zazwyczaj nad wodą. Mam do niej szczególny sentyment, ponieważ to była pierwsza przeszkoda, która sprawiła mi tak wielki problem i prawie jej nie pokonałem. Zawsze jest dużym wyzwaniem i daje ogromną satysfakcję po jej pokonaniu.
A jest taka, której mimo doświadczenia dalej nie lubisz?
Nie lubię czołgania się pod zasiekami (w przeciwieństwie do Kasi, której to jest jedna z ulubionych przeszkód!), a w szczególności tych w Myślenicach gdzie trzeba było pokonać z 60m i to jeszcze pod górę!
Jaką najważniejszą lekcję zabrałeś z tej drogi poza trasą do swojej codzienności?
Nigdy się nie poddawaj i pamiętaj, że porażka to część naszego rozwoju. Ważne, żeby wyciągać wnioski, poprawiać niedoskonałości i iść dalej.
Czy są osoby, które pojawiły się na Twojej drodze dzięki Runmageddon i zostały z Tobą na dłużej?
Najważniejsza osoba w moim życiu została poznana na Runmageddon i od 2016 roku cały czas jest ze mną i zapowiada się, że tak zostanie na dużo dłużej.