Małgorzata Wzorek - LEGENDA RUNMAGEDDON
Są osoby, bez których trudno wyobrazić sobie Runmageddon. Dla tysięcy Runmageddończyków jednym z pierwszych głosów, które słyszą przed wejściem na trasę, jest właśnie głos Małgorzaty Wzorek. To ona odlicza sekundy do startu, rozgrzewa uczestników, dodaje odwagi, rozładowuje stres i zaraża energią, zanim pierwszy zawodnik ruszy w błoto. Dla wielu jest nieodłącznym elementem każdego Runmageddonu - osobą, która sprawia, że jeszcze przed przekroczeniem linii startu wiadomo, że to będzie coś więcej niż zwykły start.
Gosia od ponad dekady jest związana z Runmageddonem. Choć większość kojarzy ją z mikrofonem w dłoni, doskonale zna emocje zawodników, bo sama wielokrotnie stawała na starcie, pokonując kolejne przeszkody i własne słabości. Dzięki temu wie, co czuje osoba, która debiutuje na trasie, ale też ta, która wraca po raz kolejny, by zmierzyć się z nowym wyzwaniem. Jej słowa nie są więc wyłącznie konferansjerskim scenariuszem - wynikają z własnych doświadczeń i prawdziwej miłości do tej przygody.
Pasją do aktywności zaraża zarówno najmłodszych, jak i dorosłych, motywując ich do pierwszego startu. Przez lata była świadkiem tysięcy historii - od pierwszych, niepewnych kroków na starcie, przez wzruszające finisze, rodzinne starty i momenty, które na zawsze zostają w pamięci. Sama przyznaje, że Runmageddon już dawno przestał być dla niej tylko pracą. Stał się miejscem pełnym przyjaźni, emocji i wspomnień, a także ważną częścią jej życia.
O tym, jak zaczęła się ta niezwykła przygoda, co najbardziej zapadło jej w pamięć przez tyle lat pracy z mikrofonem i dlaczego wciąż z taką samą energią wita kolejnych zawodników na starcie, opowiada w rozmowie, do której zapraszamy.
1. Od jak dawna jesteś konferansjerką na Runmageddonie i jak wyglądał Twój pierwszy raz przy mikrofonie podczas eventu?
Mój pierwszy raz był przed startem formuły pierwszego ULTRA w Myślenicach – 3.05.2016 r.
Zostałam poproszona o poprowadzenie rozgrzewki, przywitanie startujących i odliczenie do startu.
Mieliśmy do dyspozycji przenośny głośnik i mikrofon, przez który, jak zaczynałam mówić, wyciszała się muzyka, więc starałam się mówić jak najmniej.
To była dla mnie duża rzecz, bo raz – emocje przed moim pierwszym Ultra w życiu były ogromne, a dwa – powiedziano mi, że w tej serii startuje też prezes XD.
Wcześniej poprowadziłam dla Runmageddonu kilka treningów u siebie w mieście: 12.11.2015, na tarnowskim Rynku 12.02.2016 i 23.02.2016 na terenie Parku Biegowego Marcinka w Tarnowie oraz podczas X-tremalii UEK w Krakowie 21.04.2016.
2. Jak rozpoczęła się ta przygoda i co zmieniło się na przestrzeni lat?
Wszystko zaczęło się od zbiegu okoliczności – stanęłam na podium walentynkowego eventu na Służewcu. Nie odebrałam nagrody, bo pojechałam do domu i nie spodziewałam się, że mogłam coś dostać. Odpowiedziałam na post RMG ze zdjęciem podium z tego eventu, a na mój komentarz odpowiedział ówczesny dyrektor eventu w Myślenicach – Paweł Sala – i zwerbował mnie do poprowadzenia treningów, a później rozgrzewek na swoich eventach i konferansjerki.
Zmieniło się bardzo wiele… Od warunków pracy po wielkość eventów. Liczba serii zwiększyła się ogromnie, grono osób pracujących w firmie również się mocno rozbudowało, no i „znalazłam” narzeczonego na Runmageddonie.
Zostały ze mną przyjaźnie na całe życie i piękne chwile, które noszę pod serduchem.
3. Jak wygląda Twoje życie poza eventami?
Na co dzień jestem nauczycielką w przedszkolu i trenerką. W każdy aspekt życia przenoszę miłość do Runmageddonu, tworząc w przedszkolu tory przeszkód dla swoich dzieciaków, a podopiecznych i znajomych mobilizując do startu na naszej trasie.
Kocham być w ruchu, dużo czytam, podróżuję i staram się chodzić po górach, kiedy tylko nie jestem na Runmageddonie.
Ostatnio moje życie wypełniają treningi z psem – mam owczarka belgijskiego malinoisa – IYKWIM.
4. Co najbardziej motywuje Cię do pracy w terenie, w błocie, czasem w deszczu czy na mrozie, przed mikrofonem przez wiele godzin?
Zawsze, gdy zmieniają się warunki atmosferyczne albo robi się ciężej przez mróz, ulewy czy ogromny upał, myślę o sobie, kiedy stawałam na starcie Runmageddonu.
Rozumiem obawę i strach przed trasą z przeszkodami i zawsze staram się rozluźnić atmosferę, ale także sprawić, żeby ci ludzie utwierdzili się w przekonaniu, że dobrze zrobili, że dotarli i mieli odwagę stanąć na starcie przygody, jaką jest niewątpliwie Runmageddon.
Czasami uczulam ich, żeby uważali, komu pomagają, bo już niejedna para, która poznała się na naszej trasie, jest dziś małżeństwem z wieloletnim stażem. Również na to, że błoto wciąga – i szybciej niż zejdą im siniaki po starcie, będą sprawdzać, kiedy kolejny Runmageddon.
5. Co sprawia, że ta praca jest dla Ciebie ciekawsza niż „klasyczne” konferansjerstwo na innych imprezach?
Wszystko, czego dostarcza nam Runmageddon.
Ogrom emocji, historie naszych zawodników, moja miłość do Runmageddonu (czy tam syndrom sztokholmski) – jakbym nie kochała tych tras, to już dawno by mnie tu nie było.
I żeby nie było – lubię też prowadzić inne imprezy, nie zawsze sportowe, ale to na Runmageddon zawsze wracam z największym sentymentem.
6. Jak wygląda Twój dzień na evencie – od przygotowań, przez start, aż po ostatnich zawodników na mecie?
Zawsze przygotowuję się merytorycznie – czytam brief, lubię przejść się po miasteczku i porozmawiać z partnerami, co mają do zaoferowania naszym zawodnikom i kibicom. Sprawdzam harmonogram startów.
Staram się wyspać przed eventem , choć rzadko się to udaje. Później śniadanko i przywitanie się ze znajomymi, small talk po drodze na start z zawodnikami elity i lecę z tematem.
Dbam o nawodnienie, komfort termiczny i sprawdzam, czy Snikersik pije odpowiednią ilość wody. Czasami zbieram śmieci xd, które zostawiają zawodnicy w strefie startu. Kiedyś budowałam ją od podstaw – stawiałam każdą barierkę, więc mam do tego miejsca nabyty spory sentyment.
Wzruszam się, cieszę, czasami wkurzam, ale najczęściej szczerze zazdroszczę wszystkim tym, którzy ruszają na trasy RMG, bo wiadomo, że ja muszę zostać na starcie.
Po ostatnich zawodnikach najczęściej biegnę.
A przed powrotem do hotelu czy domu dziękuję wszystkim za współpracę.
7. Czy pamiętasz jakąś szczególnie zabawną albo zupełnie nieprzewidzianą sytuację, którą musiałaś poprowadzić „na żywioł”?
Haha, z pewnością wiele było takich sytuacji – pracuję już 11 lat w Runmageddonie.
Jedna ze śmieszniejszych – przynajmniej dla mnie – była wtedy, gdy podszedł do mnie JaRo i poprosił, żeby rozgrzewka trwała nie więcej niż 2 minuty, bo zaraz mamy wejście z transmisją na żywo do Dzień Dobry TVN i chciałby, żeby to był moment startu.
Na szczęście udało się!
8. Co robisz, kiedy coś idzie nie tak jak zaplanowano – sprzęt, pogoda, trasa, harmonogram – jak radzisz sobie z improwizacją?
Improwizacja to moje drugie imię! Haha, a tak poważnie, pewnie nie mnie to oceniać.
Wychodzę z założenia, że prawda sama się obroni, więc jeżeli proszę zawodników o cierpliwość, bo akurat przesuwamy starty ze względu na burzę, to czuję, że naprawdę rozumieją, co do nich mówię.
Jeżeli czegoś nie wiem, to nie udaję, że wiem, ale obiecuję, że zaraz się dowiem – ot taki przepis na sukces – szczera relacja z zawodnikami.
I zawsze staram się traktować ich tak, jak ja chciałabym zostać potraktowana.
Tyle się wydarzyło już przez te lata, że chyba nic nie jest już w stanie mnie zaskoczyć.
9. Co sprawiło, że Runmageddon przestał być dla Ciebie tylko pracą, a stał się czymś więcej? Bliskim Ci miejscem albo wręcz częścią Twojego życia?
Ludzie Nic więcej nie trzeba tu dodawać.
10. Czy przeżyłaś bądź byłaś świadkiem momentu, który szczególnie Cię poruszył i zapadł Ci w pamięć na długo?
Było wiele takich momentów…
Wzruszenie osób meldujących się na mecie, bo dokonują rzeczy, które wydawały im się niemożliwe – szczególnie ultrasów, osoby z wszelkimi niepełnosprawnościami, które stawały na starcie i docierały do mety, pokonanie Runmageddonu tyłem, wszystkie starty w pandemii były mocno wyjątkowe, zaręczyny na starcie (w końcu nie na mecie), możliwość oblewania zawodników z węża strażackiego, wspólne starty rodziców z dziećmi i dzieci z rodzicami – to zawsze mnie jakoś wzrusza. Starty formuły Family mają też wyjątkowe miejsce w moim serduszku, ukończenie 12-godzinnego dystansu przez Brzoskwinię, każdy mój start z ekipą RMG, a teraz ze szczególnym wzruszeniem wspominam nocne starty z Hanią.
Czytając to pytanie, jeden obraz dobija się najmocniej.
Runmageddon Warszawa Modlin – niedziela – Junior – ostatni start o 18:15 i pięciu chłopców, którzy przychodzą na start w takich samych koszulkach ze zdjęciem Runmageddończyka. Small talk i okazuje się, że to ich wujek, który kochał startować w RMG, zmarł w wypadku samochodowym i oni postanowili tak uczcić pierwszą rocznicę jego śmierci – startując w Runmageddonie.
Pamiętam, że wtedy, totalnie zmęczona po dwóch bardzo długich dniach eventowych, momentalnie pękłam i się popłakałam.
A później, wracając prawie 4 godziny autem do domu, myślałam o tym, że młodzi ludzie potrafią być naprawdę wspaniali – taki ze mnie stary sentymentalny zgred.