MARCEL MIERZICKI - LEGENDA RUNMAGEDDON
Marcel Mierzicki to nasza pierwsza Legenda Runmageddon. Człowiek, który zamienił ciekawość w pasję, a pasję w przygodę życia. Informatyk z zawodu, podróżnik po trasach pełnych błota, lodowatej wody i ekstremalnych przeszkód, które dla większości wydają się nie do pokonania. Marcel udowadnia, że ta droga nie polega na łatwych rozwiązaniach. Chodzi o doświadczenie, emocje i radość z każdego pokonanego wyzwania.
Jego historia to prawdziwa wędrówka - przez setki kilometrów tras, mroźne starty, combosy, kryzysy i euforię na mecie. To człowiek, który z każdym kolejnym wyzwaniem rośnie w siłę, zdobywa nowe doświadczenia i inspiruje innych, by ruszyli w swoją własną przygodę. Marcel pokazuje, że Runmageddon to coś więcej niż przeszkody - to lekcja życia, momenty, które zapamiętuje się na zawsze, i energia, która zostaje z Tobą długo po zakończeniu trasy.
Jeśli szukasz motywacji, żeby wyjść ze strefy komfortu, Marcel jest dowodem na to, że warto. Każda przygoda zaczyna się od pierwszego kroku. A każda przeszkoda może stać się Twoją historią sukcesu.
Chcesz poczuć energię prawdziwej przygody i zobaczyć, jak wygląda życie w ekstremalnym rytmie Runmageddon? Przeczytaj nasz wywiad z Marcelem i poznaj jego historię. Pełną pasji i inspiracji do ruszenia w swoją własną trasę!
1. Na początek - opowiedz nam coś o sobie. Czym zajmujesz się na co dzień? Jakie są Twoje pasje, hobby, marzenia?
Na co dzień zajmuję się informatyką – jestem administratorem systemów. Spędzam dnie przy komputerze i jeśli akurat nie mam kolorowych włosów to niczym się nie wyróżniam: spokojna praca, codzienna rutyna, żadnych fajerwerków. Ludzie, z którymi pracuje nie mają w większości pojęcia, że startuje w Runmageddon, a gdy się dowiadują są bardzo zdziwieni.
Poza trasami z przeszkodami od wielu lat moją ogromną pasją jest fotografia. Zaczynałem jeszcze na studiach, przez pewien czas pracowałem jako fotoreporter. Dziś fotografuję głównie koncerty i wydarzenia sportowe. Nie lubię zdjęć studyjnych - dla mnie liczą się emocje, ruch, autentyczność.
Interesuje się sportem również jako kibic. Mam słabość do piłki nożnej, ale śledzę też egzotyczne dla Polaków wydarzenia - lubię futbol amerykański i wrestling. Dla mnie sport to to nie tylko końcowy wynik, ale też opowieść, która do niego prowadzi.
Muzyka to kolejny ważny element mojego życia. Sporo czasu spędzam w słuchawkach, słucham wielu gatunków (min. rocku, rapu i muzyki elektronicznej) i regularnie jeżdżę na koncerty.
Uwielbiam zwierzęta. W domu mam dwa koty i psa – są niesamowici i dzięki nim wiem, że chaos da się oswoić. Zarówno w życiu jak i na trasie.
A po Polsce jeżdżę Mini Cooperem, bo zawsze o nim marzyłem i nawet w drodze na Runmageddon lubię mieć trochę frajdy.
2. Dlaczego Runmageddon? Co sprawiło, że zdecydowałeś się właśnie na tę formę przygody?
To była ciekawość i potrzeba przeżycia czegoś innego. Biegałem już wcześniej po asfalcie, ale powoli zaczynało mnie to nudzić, byłem zmęczony monotonią i czułem, że taka forma aktywności nie daje mi już satysfakcji. Runmageddon już na pierwszy rzut oka dawał coś więcej – intensywność,dynamikę, nieprzewidywalność. Nie tylko fizyczną, ale też emocjonalną. Trzeba było po prostu ruszyć w nieznane.
Z czasem zacząłem dostrzegać, że coś co miało być tylko przygoda zaczęło pełnić w moim życiu dużo większą rolę. Najpierw była ucieczką od codzienności i problemów, potem stała się wyzwaniem, a dziś jest świadomą częścią mojego życia. Zmieniał się Runmageddon, zmieniałem się ja – i to chyba najważniejsze.
3. Jakie jest Twoje życiowe motto?
„Our greatest glory is not in never falling, but in rising every time we fall.”
Runmageddon nauczył mnie, że porażki to nie koniec świata. Tory z przeszkodami to szczególnie na samym początku więcej porażek niż sukcesów. Nieznane przeszkody, nieznane warunki, niespotykane do tej pory wyzwania.
Wiele razy miałem na trasie kryzysy, wiele razy miałem w głowie myśli mówiące "po co to robisz?", ale za każdym razem udawało mi się wyjść z nich obronną ręką.
Nieważne jak trudna jest sytuacja można z niej wyjść albo przygotować się na nią w przyszłości - czasem samemu, czasem z pomocą innych
4. Który start w Runmageddon zapadł Ci najbardziej w pamięć i dlaczego?
Start, który na zawsze został mi w głowie, odcisnął największe piętno i mnie ukształtował to Runmageddon Hardcore na Służewcu w listopadzie 2014 roku, przy około –9 stopniach.
Do ostatniej chwili myśleliśmy, że organizator oszczędzi nam przeszkód wodnych. Nie było jednak żadnej litości. Pokonywaliśmy trasę miejscami po pas w lodowatej wodzie, przedzierając się przez lodową krę zalegającą na trasie.
W jednym miejscu trwało to tak długo, że po wyjściu nie miałem czucia w stopach i bałem się, że naprawdę zrobiłem sobie coś złego. Dopiero po kilometrze po kolejnym kilometrze trasy je odzyskałem.
Na mecie byłem jednym wielkim soplem lodu (bo zmoczyłem się od stóp do głów), ale z satysfakcją wypisana na twarzy.
Po tym starcie wiedziałem, że jeśli przeżyłem to, to poradzę sobie w każdych warunkach – i na trasie, i poza nią. Nic później (nawet słynne Pabianice i Finał Runmageddon) nie sponiewierało mnie tak bardzo.
5. Czy Twoim zdaniem Runmageddon bardziej się zmienił na przestrzeni lat, czy to Ty zmieniłeś się wraz z tą przygodą?
Zmieniło się jedno i drugie – równolegle.
Runmageddon przeszedł drogę od małego nikomu nieznane eventu, gdzie startowało kilkaset osób, przeszkody były zbite z drewna i sprawiały wrażenie jakby się miały zaraz rozpaść do organizacji, która jest w stanie zorganizować bieg w dowolnym czasie i dowolnym miejscu, a przeszkody robią wrażenie na każdym kto zdecyduje się na start.
A ja przeszedłem drogę od człowieka, który szukał ucieczki od życia w błocie i bólu fizycznym, do kogoś, kto zrozumiał, że ta droga nie rozwiąże wszystkiego, ale może być inspiracją i dać siłę do wprowadzenia zmian w życiu.
Najbardziej się cieszę, że mogłem widzieć rozwój Runmageddon od samego początku - dzięki temu doceniam to na jakim poziomie to wydarzenie jest teraz... ale czasem marzy mi się edycja w stylu pierwszych sezonów. Błoto, woda, worki z piachem, opony, doły... i czysta zabawa bez wymyślnych przeszkód.
6. Gdybyś miał opisać swoją historię z Runmageddon jednym słowem – jakie by to było?
Wędrówka.
Czysto fizyczna wędrówka po Polsce - zwiedziłem z Runmageddon dziesiątki miast, miasteczek i wiosek. Zjeździłem tysiące kilometrów samochodem, pociągiem i nawet samolotem. Byłem w miejscach o których nie wiedziałem, że istnieją i w takich, do których nikt by mnie nie wpuścił, gdyby nie start na evencie. I ostatecznie dotarłem z Runmageddon nawet w Alpy.
A poza tym przeszedłem też długą drogą mentalną od przestraszonego młodego człowieka... do trochę mniej przestraszonego dorosłego mężczyzny, który trochę bardziej wie, czego chce w życiu i jak do tego dojść.
7. Jedno słowo, które najbardziej kojarzy Ci się z Runmageddon?
Doświadczanie.
Runmageddon to ciągłe doświadczanie – wysiłku, strachu, radości, porażek i euforii. Za każdym razem inne, bo inne są warunki, ludzie i myśli w głowie. To sprawia, że chce się wracać. Runmageddon to taka mała symulacja życia. Przeszkody na trasie, ludzie dookoła, nieznane czekające za rogiem. Wspaniałe jest to, że zawsze można nabrać doświadczenia, wrócić i naprawić swoje błędy, a przy okazji doświadczyć czegoś nowego.
Mi się to nigdy nie znudzi - choć mówią, że to te same przeszkody i te same trasy... Nieprawda.
8. Jaka jest Twoja ulubiona przeszkoda i dlaczego właśnie ta?
Combosy – czyli połączenie kilku przeszkód w jedno. Nigdy nie wiesz, co z czym zostanie zestawione i zawsze musisz dobrze pomyśleć, jak się za takie combo zabrać.
Taki podwójny Wariat przez długi czas wydawał się niemożliwy do pokonania. Moment pierwszego udanego przejścia był eksplozją radości. Dziś każdy combos to osobna przygoda.
Są podwójne, pojawiły się potrójne, czekam na powrót poczwórnych które widzieliśmy ostatnio w 2019 roku na Finale.
9. Co powiedziałbyś osobie, która wciąż „zbiera się” na swój pierwszy start?
Każdy z nas zaczynał od zera. Każdy miał pierwszy raz w błocie, w lodowatej wodzie, na linie czy pod ścianą. Każdy się stresował. Każdy korzystał na początku z pomocy innych i każdy był pod wrażeniem tego jak szybko i sprawnie inni pokonują przeszkody.
Nie musisz być silny, szybki ani wysportowany. Wystarczy ciekawość. Może to będzie jednorazowa przygoda – i to jest okej. A może znajdziesz tu ludzi, pasję i coś, co zostanie z Tobą na lata. Sprawdź sam, bo nikt inny tego za Ciebie nie przeżyje.
I nie przejmuj się opiniami innych, że to dziecinne, głupie albo bez sensu. Oni się nie znają.
10. Co sam chciałbyś usłyszeć przed rozpoczęciem swojej przygody z Runmageddon?
Runmageddon to doświadczenie, ale nie jest terapią. Nie rozwiąże wszystkich problemów, nie naprawi życia, nie sprawi, że wszystko się poukłada.
Ale da chwilę oddechu i stanie się katalizatorem zmian, które nastąpią po biegu, poza trasą, czasem wśród ludzi którzy o Runmagddon nawet nie mają pojęcia. Runmageddon może być trampoliną do fajniejszego życia, ale nie ucieczką.
To pasja, zabawa, ludzie i relacje. Ważna część życia – ale tylko część. Jeśli pozwolisz, by to, czego doświadczasz na trasie, rezonowało na resztę życia, wtedy dzieje się coś naprawdę wartościowego.